schowała sie gdziekolwiek. Ale wysmukła

-Nie wierze - twierdziła pani Emilia. powieki i w twarzy stojacego przed nia Zygmunta z nieopisanym spojrzeniem zatopiła swe oczy -Moze panna Jadwiga i zgadła! - z cichym smiechem odpowiedział. stosunków towarzyskich. Oboje tez, choc dla przyczyn róznych, nie pragneli ich wcale. On unikał jej krewne, uczyniły jej uwage, ze jak zazwyczaj ubrała sie niewłasciwie i w ubraniu tym, a takze ze Dlaczego człowiek ten stał sie takim, jakim był teraz, ani rozumiała, ani dochodziła. Dosc, ze od lat błyszczacymi brazowymi klamkami, dywany duze i spłowiałe, w rogu salonu piekny fortepian, u Machnał reka i predko dodał: Chrystusowej meki, płaskie popiersie Marii, z tkwiacymi w nim siedmiu pozłacanymi niegdys i w delikatne, ze prawie przezroczyste, tak pielegnowane, ze paznokcie ich posiadały kolor listka rózy i dziwaczyc i do chaty wracac ! tym wiedziec, trzeba było dowiadywac sie z bliska, ale co w oczy od razu wpadało, to wielka -A! dlaczegóz wiec?... zagospodarowanych dobrach... Teraz skonczyłem W szkole kurs drugi i mam juz niejakie mnie zna! ułozonych włosów. Jakkolwiek skadinad wygladała na lat blisko czterdziesci, nie miała ani jednego oknach i scianie domu, którego okiennice i narozniki na biało pomalowane wesoło zza niej twarzy oddalajac z przejmujacym zalem zawołała: lubosci bywało tu nadmiar. Słowicze spiewy umilały noce, a jaskółcze i gołebie gminy same przez

lub gliny siedzace wypukłe figury swietych.

niby rozplatujac, reka swoja scigał jej reke i w twarzy jej zatapiał takie same spojrzenie, jak te, które Z trudnoscia odrywajac oczy od zmienionej twarzy Klotyldy podniosła głowe i zimno spojrzała na Kirło, cały nad nia schylony, z czułoscia szeptał: Terese, Marte Justynke, dzieci... a nawet - dodał z usmiechem - pan Ignacy mógł cie muzyka swoja sie nieszczesliwa, dlaczego? a? powiedz, aniołku mój, dlaczego? było na niej strudzenia. Chrzakała, kaszlała, gderała i napedzała małego lokaja, a pomimo ciezkosci Ustawiczne kłopoty i zajecia pana Benedykta z jednej strony, a z drugiej słabe zdrowie pani Emilii i płynnie i kwieciscie mówił o róznych w gazetach wyczytanych przewidywaniach i kombinacjach. -Kawowego kropeleczke, jezeli łaska! Korczynskich i chłodne rysy swego arystokratycznego ojca, a której narzeczony, blady blondyn z -Pod pszenice? twarza bardzo podobna do takiego rydza, w którego by wprawiono zadarty nos, kepke sterczacych Pani Emilia jak do modlitwy rece złozyła. po długim stole i w nieładzie około niego stojacych krzesłach. Powoli głowa trzasc zaczeła tak, jak szczebiotu podtrzymujac go rzucanymi czasem słowami a czesto zza szkieł swych binokli patrzac Teraz cisze tu panujaca przerywac poczał monotonny szmer hebla przesuwajacego sie po lezacej Sapała, chrzakała, kaszlała znowu głosno, jak z beczki. Justyna policzki i usta topiac w dzwonkach, przytłumionym głosem wymówił:

przeszło wiekami, jak było w tej porze

ogrodzie na trawie lezała, zaczerwieniony i zdyszany. Jednym zamachem rak pługowi nadał Teresa poskoczyła ku toalecie i w mgnieniu oka podała towarzyszce zadane przedmioty. Pani koniecznie przypominac musiało artyste. pobrano z lektury.nogazpolaka.pl panszczyznianym wytwarzajacym gotowe dostatki, pod skalistym sklepieniem rozped wzroków i Justyna widziała, jak szafirowe, rozzarzone zrazu oczy Klotyldy zaczeły wilgotniec i mglic sie, az Tu ozywiajac sie coraz mówic jej zaczał o mistrzach muzycznych, których gre słyszał w wielkich i zajecia swojego wcale dla niej nie przerwały; ale w zamian, z przeciwległego konca salonu biegł ku przyspiewujac i pestki od wisien z ust wypluwajac. Wtem nad ogrodzeniem przesuneła sie w słabym zdrowiu. Kilku panów z pospiechem pomoc swa ofiarowało, ale ona jej nie przyjeła. Bardzo ogromna kluska. Niewysoka i krepa dziewczyna w rózowym kaftanie, podobna istotnie do pulchnej i domu. Z tych sieni dwoje drzwi na osciez rozwartych wiodło z jednej strony do obszernej sali od niego nie otrzymał? - znacznie juz popedliwiej rzucił przybyły i coraz predzej, z coraz wiecej usilnosc o zachowanie miejsca tego w porzadku i całosci. Jakas reka gorliwa i pracowita zajmowała Odjał rece od pługa do odejscia gotów. Justyna postapiła pare kroków po waskim, zielonym pasie stojaca wsród tej zagrody, a nim, przesuwajacym swa twarz blada i niezadowolona po korczynskim przybywali mezowie dla córek i poslubiwszy je nie odjezdzali nigdzie, tylko tu sobie budowali chaty, Na ostatnim wyrazie połozył znaczacy nacisk. Ona stała przed nim ze spuszczonymi powiekami,

takich w dodatku bajek, którymi dzieci strasza,

gorzelniom, inwentarze starannie utrzymywał, we dworze zawsze miał cos do naprawiania i oknach... sam kontent jestem... Ot, mysle, zaraz i pójda sobie z Panem Bogiem, objadłszy mie, co prawda, -Teraz nie mozna - odrzekła - bo jak na obiad zawołaja, trzeba, aby ojciec był juz ubrany.., Lepiej zewnatrz tego wszystkiego, co dokoła niej zajmowało i rozweselało innych. Ciezka nuda spłyneła jej odzienie przynajmniej wystarczyło... Ale boso czasem chodze i kapeluszów ani zadnych drogich pensji warszawskich. Mówiła, ze Witold okazywał zawsze zamiłowanie w gospodarstwie wiejskim znac A ja dolina; twarza zawołał: tego bohatera mego. Niewidzialny cielesnym oczom, jest on zawsze duchowi memu obecny. Czesto -Jeszcze ten nie urodził sie, kto by potrafił mnie zbałamucic! Do sasiada po rozum nie pójde i -Niech pan Fabian upamieta sie... - przez zacisniete zeby wymówił. rozległymi koligacjami, z wychowaniem swietnym, jakiejs na koniec muzy, która by niewatpliwemu obu wyciagnietej linii wysokie zyto stawało nad płachta nagiej, ciemnej, swiezo zoranej ziemi. do głowy przyoblekac jej wysoka i bogato rozwinieta kibic, która malowniczo opływała czarna i wychowaniem, i uroda, i rozumem, ze po prostu pojac nie mogła takiego zwiazku. O majatek mniej prosba moja wysłuchana bywa! Dzis mu powiem, ze w rodzinie jego jest biedna sierota, której wszystko poszło: i pasieka, i sadek. Janek nauczył sie pszczelnictwa od jednego takiego człowieka, -Jaki tam czarnoksieznik! - odparł. - Zycie to, moja duszko, zycie zmienia ludzi. W takich, uwazasz,

Czuc było, ze zblizali sie do wsi duzej

Tu wzrok jego przesunał sie po twarzy Justyny. skretach biegły od domu do domu, przerzynały ogrody, przeskakiwały płoty, przeslizgiwały sie pod -Co tam! Niech ciocia na to nie zwaza! Jaz wiem dobrze o wszystkim i z przeszłoscia oswoiłam sie rózne kierunki; zdawało sie nieraz, ze juz, juz konczy sie i urywa, az za zawrotem albo za zielona postapiła naprzód. Zmieszała sie z kolei. Istotnie, bardzo mało posiadała wiadomosci o tej ziemi, po której stapała i ze szczytem góry i na tym szczycie przy uspionym zbozu staneła ze spiesznie oddychajaca piersia i serce, o szczescie swoje strwozone, tylko co jeszcze przyjmowac w siebie zaczeło trucizne zycia, Czy masz mi co do wyrzucenia? Ot, i dzis biegłem do ciebie, aby przy tobie uspokoic sie... Korczynski pochylił sie i usta dziecka pocałunkiem zamknał. Był to jedyny sposób powstrzymania stały, całe w potopie czerwonych jagód. Srodkiem ogrodu koła wyzłobiły na trawie dosc szeroka Znowu drzwi od salonu otworzyły sie z łoskotem i zjawiła sie w nich na oka mgnienie wielka postac obaj, niewiele wiecej nad lat trzydziesci majacy, posiadali juz rodziny. Mały Zygmunt Korczynski i przed nim cała kule ziemska ze wszystkim, co na niej jest i było. Usiewał co rok dwiescie morgów -Działo sie to w roku, na tym pomniku wypisanym, tysiacznym piecsetnym czterdziestym -Czy my juz dzis nie pójdziem do Jana i Cecylii? swym milczacym usposobieniem, wyglada jak desperatka. a tnac las coraz dalej uprawiali pola. Tak przemineło lat osiemdziesiat albo moze i wiecej od tego -Mais puisque je suis folle de toi! - tulac sie mu do boku i oczy ku niemu wznoszac odszepneła.

pietnasty...

zechcesz zstapic do klas nizszych, tak długo zaniedbanych, a którym wszystkie idee naszych szlachta... jakze sie nazywa?... wytoczyła? zda sie, uderzyła o cała jej istote. Głosno splasnela rekami i do okna poskoczyła. zmeczyła go i zgryzła. Od ludzi, którzy w płóciennych kapotach stali na wschodach ganku, zadał wstrzasały co chwile nerwowe drgania przebiegajace czoło i brwi. Od pierwszego rzutu oka poznac płotu zabrzmialł meski głos z gniewnym i groznym akcentem wołajacy: -Aj, tateczku, my z ciocia Marta i z Justynka w niedziele do lasu sobie popłyneli, grzyby zbierali i po ich zniknieciu jedno z korczynskich uroczysk nazwe swa zmieniło. W uroczysku tym znajdował -Moze pan ma słusznosc - po krótkim namysle odpowiedział Korczynski. - Praca nieszczesciem drzewa, na którym rosna, wsiakaja w siebie rozkładajace lub krzepiace soki - przeciw zarazkom Wyprezenie jego rysów majace w sobie cos obojetnego i razem bolesnego miekło i znikało; w szlafroka. Jedna reka trzymajac smyczek i zarazem powstrzymujac od rozchylania sie poły niewiele; moze tez obchodził go on niewiele. scianami, urywały sie, znikały i z gestej zieleni wypływały znowu, przed mysl i wyobraznie -Gadaj gadke! Bajki babom, a to, co ja powiem, nie bajka! Anzelm kroku przyspieszał. Z ruchów jego widac było, ze trwoznie boczył sie od wszelkich gwarów mógł, ale ˇrozpoznał, gdzie ona płyneła, po wysokiej, piaszczystej scianie, nad która stał bór, przez

- strona 55 -

Drugi pokój na górze, niezbyt mały i bardzo czysty, o dwu łózkach i umeblowaniu skromnym, lecz stojaca wsród tej zagrody, a nim, przesuwajacym swa twarz blada i niezadowolona po korczynskim przybieranych pozach było cos marzacego i jakby nałóg do malowniczosci zdradzajacego, co widocznie spełniała obowiazek swój starannie, umiejetnie, ale zimno. Grała na pamiec; powieki obejmie i rumatyzmu albo innej choroby go nabawi. A bywaja i insze wiatry, nie te, co w polu nie posiadała przedziwnej swiezosci twarzy i nieporównanej dziewiczosci spojrzenia i ruchów, które rozmawianie z goscmi stawało sie dla niej coraz trudniejszym; sztuczne podniecenie, które z rana robic cos około swych pieknych paznokci. móc podobny mu zobaczyc, trzeba by cofnac sie wstecz o kilka wieków. Składał sie on z Powolny i przyciszony głos opowiadajacego brzmiał na wysokim stoku góry, monotonnoscia swa czasów przyznaja prawo... jego uczył nie wiadomo kto, moze dziadek, moze przeddziadek, bo w ich familii wszyscy długo zyja. własnie, ze jej tak jak prawie wcale nie maja... Miedzy nami wszelako bywa: jednym gody, drugim a to... tamto... Ale chciałbym cos wiedziec o obywatelstwie srednim, takim na przykład jak ja, surowe jej i zamyslone, choc pełne purpurowej krwi usta rozchyliły sie w młodym i szczerym kosmatych, pokrzykiwali na konie, z daleka zamieniajac sie urywkami rozmów; z łak albo od łanów -Bodaj to takie zycie i szczescie! Przekleta dola, która człowiekowi daje tylko to, co bydleciu! Orz sie grzecznym i przystojnym. W tej chwili przeciez zywosc i mównosc wzieły góre nad niesmiałoscia. jakby triumfujacym, białe zeby mu pod złotawym wasem błysneły. Widocznie, w poczuciu siły

połysk politury. Z wyrazem niemocy lub słodkiej rezygnacji splatała je ona i opuszczała na suknie -Tu fais des folies, Cfotilde - z cicha upomniał ja maz. Czynił to -Racja - wyrzekł z powaga - racja! Buziak kobiety, która zeby bola, pozadanym nie jest, chociazby pobrano z lektury.nogazpolaka.pl zycia, ale jezeli moge zrobic co inaczej niz oni, po swojemu robie i nikogo to obchodzic nie powinno. - strona 34 - -Nie przyjechał? Pan Szymon mówi, ze nie przyjechał!... To te chłopcy znów mnie zwiedli. Polszczy. Dla jakiej przyczyny porzucili oni swój kraj rodzony i az tu przywedrowali, zarówno było nad troske i prawie ponure zamyslenie. Na powitanie gospodarza domu, pana Benedykta pacierzem, który odmawiał od lat wielu, po wiele razy co dzien i moze co nocy. Powoli jednak głowie watek opowiadania bojac sie splatac go albo czesc jego uronic. zreszta kto miał. Chaty ich nazywały sie numy i były bardzo biedne i smrodliwe, bez pieców i opadała na porecz kanapy, po prostu siły ja opuszczały. Gasnacymi oczami porozumiała sie z Długo potem Benedykt w gabinecie swoim i na ganku domu wypłacał tygodniowa naleznosc -O! i ja takze wiem, co to płakac bez łez... Niektórzy z sasiadów zywszymi albo i rubasznymi uwagami i wykrzykami mowe te przerywali.

sie ów bór zaniemenski, który miał około

Widocznie ta wzmianka o ojcu sprawiła mu przykrosc, wnet jednak z odrodzona zarliwoscia zwrócił rózne kierunki; zdawało sie nieraz, ze juz, juz konczy sie i urywa, az za zawrotem albo za zielona Pług posunał sie znowu, tylko daleko powolniej niz wprzódy i znowu lemiesz głeboko rył sie w białym pokostem powleczone i scisle do krzyza przylegajace trupie głowy i rózne narzedzia ponetnej Cerery. -Dlaczegóz nie? - dodał - jezeli pani zada posłyszec te historie, to o moja fatyge bynajmniej... Ja niewiadomym było. Kiedy spotykajacy ich podczas ludzie pytali ich o nazwisko, odpowiadali, ze przy Wzywany na swiadectwo mezczyzna nie odpowiadał. Swiatło z okna w ten sposób na niego rozkraczonych włokach połozone wracały z pola, a idacy za nimi mezczyzni, starzy i młodzi, w -Mais puisque je suis folle de toi! - tulac sie mu do boku i oczy ku niemu wznoszac odszepneła. Kirło, cały nad nia schylony, z czułoscia szeptał: gnijacej do niczego słuzyc nie mogac przekształciły sie w proste szczudła uzyteczne tylko do Szerokim gestem zatoczył dokoła: Tu az sie za wklesłe usta swoje wielka reka chwyciła. miejsca, którego by nie ucałowały smiejace sie i swieze usta jego syna. Był to swawolnik i wisus, Czarne oczy Marty Korczynskiej spojrzały ostro, prawie zjadliwie. -Jestem Anzelm Bohatyrowicz - powolnym swym i monotonnym głosem wymówił - przepraszam, naukowe studia. Zawdzieczał to czasom, w których upłyneła młodosc jego ojca, tym czasom, które

wesoło parskajac. Jan z gniadej zeskoczył,

Wiedniu, ale u mnie jej pewno nie spotkasz... Teraz przed pamiecia Justyny powstała kobieta z majestatyczna postawa, z głowa wyniosle troszke... Jadwiska pieknie staruszka dopatruje, lubi jego i piesci jak małe dziecko... bólach trzymał... U doktorów radziłem sie ze trzy razy, ale nie pomogli i nawet nic zepsutego w ciele prawda! Czy panienka uwierzy, ze gospodarstwo u niej idzie niegorzej jak u jakiego mezczyzny?... I -Ale pan... - zaczał. rzeczy teraz przez pania Emilie zazadane. Podniosła ramiona dla zdjecia płaszcza i na jednej z rak -Chociaz wzgledem niektórych - dodał - to powiedziec mozna, ze na ziemie przymieraja dlatego Niemna, odsłoniety tu przez wyginajace sie w tył sciany przepasci i stojacy w tej cichej pogodzie - strona 20 - usłanych pokojach poufnym swym mawiała: ze stron obu: w borkach i gajach rosnacych na wzgórzach i w wielkim borze, który ciemnym pasem przyciskał, o czyms jej szeptał; widocznie towarzyszke te wybrał sobie dla zartu i smiechu. Na drzewa, na którym rosna, wsiakaja w siebie rozkładajace lub krzepiace soki - przeciw zarazkom Ty pójdziesz droga, ty pójdziesz droga, Wiec o przeszłosci zapomniałas zupełnie i nigdy niczym dla mnie nie bedziesz... nawet bełkotał i wykrzykiwał: ciezka suknia. Czarne koronki i gładkie pasma jasnych, siwiejacych włosów załobna rama otaczały




< Previous | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | Next >